#1 2010-03-24 17:30:17

artur.j

http://img338.imageshack.us/img338/2092/karp.gif

20344544
Call me!
Zarejestrowany: 2010-03-24
Posty: 40
Punktów :   

TAKTYKA NĘCENIA

Filozofia nęceniaDla przeciętnego moczykija celowe złowienie dużego karpia więcej ma wspólnego z czarną magią niż rzetelną wiedzą, opartą o jak najbardziej racjonalne przesłanki. Natomiast regularne łowienie okazałych cyprinusów, z całą pewnością kwalifikować powinno "sprawcę" do spalenia na stosie.

Czasy świętej inkwizycji mamy już za sobą i pewnie tylko dlatego karpiarze mogą czuć się dzisiaj w miarę bezpiecznie. Tym niemniej większość wędkarskiej braci skłonna jest postrzegać ich raczej w kategoriach diablich sprzymierzeńców niż chłodno myślących strategów. Łatwiej też przychodzi im uwierzyć w to, że pośród podejrzanie wyglądających tobołów taszczonych nad wodę znajdą zwitek cielęcej skóry skreślony dziwnym, czerwonym atramentem, niż termos z herbatą. Rzeczywistość jest zaś taka, iż rzeczony diabeł owszem pojawia się w karpiowym plecaku, lecz tylko jako symbol roli szczegółów dla końcowego wyniku wędkowania. Jednym z owych szczegółów jest sposób, będą jak kto woli -taktyka nęcenia-, której poświęcony jest ten tekst. Proponuję spojrzeć na zagadnienie z nieco innej perspektywy, niż to jest standardowo czynione. Punktem odniesienia niech będzie dla nas układ pokarmowy karpia, a co za tym idzie, jego potrzeby żywieniowe. Sądzę, że podstawowe, rodzące się w związku z tym pytania zabrzmią znajomo: Ile nęcić? Czy dawka zanęty, która wylądowała w wodzie, jest optymalna? A może jest jej za mało, albo zbyt dużo? Oczywiście idealną jest sytuacja, w której mamy możliwość bezpośredniego sprawdzenia tego, w jakim stopniu zanęta jest pobierana przez ryby. Nie ma z tym większego problemu, jeżeli jego głębokość nie przekracza 3 m. Możemy wówczas samodzielnie wykonać niewielki czerpak na kształt małego podbieraka za pomocą którego (dysponując oczywiście środkiem pływającym) nabieramy niewielką ilość osadów dennych i stwierdzamy obecność zanęty w łowisku. Osobiście wykonałem taki przyrząd z trzech dolnych elementów starego rosyjskiego teleskopu do którego przymocowałem obręcz wykonaną z mocnego stalowego drutu w kształcie trójkąta i obszyłem siatką od podrywki. Istotne jest to, by oczka siatki były na tyle małe aby zatrzymać ziarna kukurydzy. Kłopot pojawia się wtedy, gdy przychodzi nam wędkować powyżej wspomnianej głębokości. Jeżeli nie dysponujemy kamerą podwodną, pozostaje nam tylko nurkowanie, które nie zawsze jest przecież możliwe. Zmusza nas to do swoistej loterii, a zatem nęcenia na "czuja". Będzie ono tym trafniejsze im lepiej poznamy zbiornik i wiedzę o żyjących w nim rybach. W tym celu musimy odpowiedzieć sobie na pytanie: ile karp potrafi zjeść? Otóż decyduje o tym kilka czynników, a do najważniejszych należą: wiek ryby, temperatura wody i kaloryczność pokarmu. Im ryba mniejsza, tym więcej pokarmu potrafi skonsumować w stosunku do masy swego ciała. Przykładem może tu być karpiowy narybek. Każdy z jego przedstawicieli potrafi w cišgu doby spożyć pokarm w ilości 6-7 % swojej masy. Tymczasem dla dorosłego karpia, ważącego np. 10 kg będzie to już tylko 2-3% owej masy. Oczywiście podane wartości dotyczą sytuacji, w której temperatura wody przekracza 20,0C, zatem jest optymalną dla żerowania karpia. Wszystko to zmienia się w przypadku jej spadku lub znaczącego wzrostu, tzn. powyżej 28,0C. Posiadając taką wiedzę możemy sobie uzmysłowić, że 5 karpi o średniej masie 10 kg w ciągu doby z łatwością może pochłonąć 1,5 kg kulek, a to przecież zaledwie 5 karpi! Oczywiście jest to sytuacja czysto teoretyczna, dlatego że istnieje przecież pokarm naturalny częstokroć bardziej atrakcyjny dla ryb niż nasze smakołyki. Obrazuje to jednak możliwości fizjologiczne układu pokarmowego ciprinusa. Jak sobie z tym poradzić ?

Prześledźmy to na przykładzie dwóch łowisk. Pierwsze to takie, gdzie mamy możliwość sprawdzania stopnia wyjadania podanej przez nas zanęty. Zastosujmy tu standardowe podejście czyli nęcimy 5-7 kilogramami kukurydzy, 1 kg pelletu i 1 kg kulek proteinowych. Następnego dnia sprawdzamy czy została ona wyjedzona. Jeżeli okaże się, że wyjedzona została tylko jej część, oznacza to, że nasze łowisko odwiedziła zbyt mała populacja ryb. Nie należy się jednak tym zbyt mocno przejmować. Był to przecież dopiero pierwszy dzień nęcenia. Większość karpiarzy w takiej sytuacji ogranicza następną dawkę, lub robi jednodniową przerwę. Proponuję jednak, aby zmniejszyć ją dopiero wówczas gdy sytuacja słabego żerowania powtórzy się trzeciego dnia. Możemy też zrobić dzień przerwy. Pamiętajmy jednak o tym, że jeżeli ograniczamy ilość zanęty, to raczej kosztem kukurydzy i pelletu. Ilość podawanych kulek pozostawmy na tym samym poziomie. Dlaczego? Odpowiedź jest dość banalna. Otóż obiektem naszego polowania są karpie, a jak wiemy kulki charakteryzują się znacznie wyższym współczynnikiem selektywności wabienia dużych ryb niż różnego rodzaju ziarna, czy wspomniany pellet. Dlatego to właśnie kulek nie powinno w łowisku zabraknąć. Mam nadzieję, że po opisanych zabiegach czwartego dnia nęcenia nasze łowisko zostanie ogołocone z podanych smakołyków. Jeżeli tak, to do wody trafia standardowa ich ilość. W przypadku gdy zastaniemy niewyjedzony pokarm powinniśmy zaprzestać nęcenia, ponieważ oznacza to, że najprawdopodobniej źle wytypowaliśmy łowisko. Dalsza kontynuacja tego zabiegu mija się zatem z celem i narazić nasz może na niepotrzebne koszty i rozczarowanie spowodowane brakiem brań.

Zgoła odmienne postępowanie czeka nas w przypadku, gdy już po pierwszym dniu stwierdzimy, że całość zanęty została wyjedzona. Tajemnicą jednak pozostaje to, w jakim tempie ryby opustoszyły nasze łowisko. Mogło im to równie dobrze zająć całą dobę, jak zaledwie kilka godzin. Pamiętam sytuację sprzed trzech lat. Nęciłem wówczas łowisko dość sporą ilością kukurydzy i kulek przez okres 3 dni. Czwartego dnia przed nęceniem sprawdziłem czy zanęta z poprzedniego dnia została wyjedzona, oczywiście nie było po niej ani śladu. Pomyślałem sobie: jest dobrze! Zwiększyłem nieco ilość kulek i kukurydzy. Piątego dnia nadszedł dzień zasiadki. Rutynowa kontrola, oczywiście wszystko wyjedzone do ostatniego ziarenka, czyli nadal jest dobrze! Z bardzo optymistycznym nastawieniem rozbijam obozowisko i zarzucam zestawy. Nadchodzi noc, kładę się do snu z nadzieją na rychłe z niego wybudzenie. Około godziny drugiej w nocy słyszę pojedynczy pisk sygnalizatora. Sądząc, że to tylko preludium na efektowną kontynuację osobliwego elektronicznego koncertu, z karpiem w roli głównej - niestety daremnie. Około trzeciej sytuacja się powtarza. Pojedynczy pisk i nic więcej. Obudził mnie słoneczny poranek. Myślę sobie: człowiek to ma pecha, cały tydzień ryby dobrze żerowały, a gdy nadchodzi weekend to robią sobie pauzę. No cóż, pech to pech. Przed południem zwijam zestawy i co widzę? Kulka, która jeszcze wieczorem miała średnicę 20 mm jakimś cudem została odchudzona do zaledwie 10mm. No tak, drobnica! Postanowiłem sprawdzić też jak wygląda łowisko. Bardzo zdziwił mnie fakt, że po zanęcie nie pozostał nawet ślad. Przed następną zasiadkę podwajam jej ilość. Sytuacja się powtarza około godziny drugiej w nocy, budzi mnie pojedyncze pisknięcie sygnalizatora. Za chwilę następuje kolejne, potem jeszcze jedno. Myślę sobie: coś wisi! Delikatne podcięcie i czuję opór. Od razu wiem, że to nic wielkiego. I rzeczywiście, po krótkim holu moim oczom ukazuje się piękny, ponad kilogramowy karaś. Wszystko było jasne. Nie muszę chyba dodawać, że z podwojoną ilością zanęty te żarłoczne ryby poradziły sobie doskonale. Co chyba najciekawsze poradziły sobie również z kulkami o średnicy 20mm!

Dopiero zupełna zmiana taktyki przynosi pożądany rezultat. Do wody powędrowało jednorazowo około 20 kg kukurydzy i 3 kilogramy kulek, ale tym razem z dodatkiem 3% bentonitu jako utwardzacza. Następny weekend był już zdecydowanie bardziej owocny.

Historia ta świadczy o tym, że nie należy popadać w zbytni optymizm w sytuacji, gdy ryby wyzbierają całą podaną wcześniej zanętę, gdyż często zdarza się tak, że duża jej część pada łupem innych ryb niż karpie. Dlatego tak ważną jest dobra znajomość zbiornika, a szczególnie składu jego ichtiofauny. Przy znacznej populacji karasia srebrzystego lub leszcza zachodzi obawa, że to właśnie te gatunki uprzedzając karpie, jako pierwsze dobiorą się do naszych kulek. Co na to nasza taktyka?

Otóż jeżeli stwierdzimy, że zanęta została wyjedzona musimy następnego dnia zwiększyć jej ilość o połowę. W przeciwnym wypadku może być tak, że zanim w łowisko wpłyną karpie, po naszych smakołykach nie ma już ani śladu.
Jak już wspomniałem praktyka pokazuje, że nawet kulki nie gwarantują nam 100% skuteczności w selekcjonowaniu ryb. Stąd jeżeli sytuacja się powtórzy w dniu następnym to postępujemy analogicznie jak dzień wcześniej zwiększając dawkę o kolejne 50%. Zaprzestajemy tego dopiero w momencie, gdy stwierdzimy, że w łowisku pozostaje niewielka ilość nie wyjedzonego pokarmu. Mamy wówczas pewność, że jest on obecny w łowisku przez okrągłe 24 godziny. Jest to szczególnie istotne w pierwszym etapie nęcenia, kiedy nie znamy jeszcze pory odwiedzania naszego łowiska przez karpie, a szkoda byłoby gdyby zastały "pusty stół".
Wszystko to jest stosunkowo łatwe wówczas, gdy możemy bezpośrednio kontrolować to, co dzieje się na dnie. Stopień trudności znacząco wzrasta w przypadku łowisk głębokich. W takim przypadku bardzo przydaje się wiedza o zbiorniku, a w szczególności o liczebności pływających w nim karpi. Da nam to podstawę do ustalenia w miarę optymalnej dawki zanęty. Sugerowałbym, aby w przypadku nęcenia np. kukurydzą i kulkami zwiększyć ilość kulek kosztem kukurydzy. Tutaj pojawia się kwestia nader często stawianego pytania o to, czy kukurydzę gotować czy też nie? Jest to dobry moment by na to pytanie odpowiedzieć. Otóż gotowanie kukurydzy doprowadza do tzw. żelatynizacji skrobi zawartej w jej ziarnach. Jest to nic innego jak rozerwanie łańcuchów cząsteczkowych skrobi. Dobrą stroną tego zabiegu jest to, że kukurydza staje się bardziej strawna. Ponadto gotowanie intensyfikuje swoisty zapach kukurydzy, przez co jej siła wabienia wzrasta. Minusem jest to, że staje się zdecydowanie bardziej podatna na procesy psucia i wyjadanie przez drobnicę. Dlatego w przypadku głębokich łowisk sugerowałbym nęcenie surową kukurydzą. Minimalizujemy wówczas możliwość zaśmiecenia sobie łowiska przez szybko psujące się ziarna. Kulki proteinowe pod tym względem sś zdecydowanie bardziej bezpieczne. Powstające w wyniku ich rozkładu gazy organiczne powodują zmniejszenie ich ciężaru właściwego, przez co wypływają one na powierzchnię i niesione prądem wody odpływają z dala od łowiska.

Mam nadzieję, że poczynione przeze mnie uwagi pomogą wam w kuszeniu dorodnych cyprinusów i zminimalizują liczbę "pustych" zasiadek. Niestety będzie to miało także swoją złą stronę. Utwierdzi bowiem wielu waszych "sąsiadów po kiju" w przekonaniu o tym, że bynajmniej nie wędkowaniu zaprzedaliście duszę .

Wnioski

-Planując nęcenie powinniśmy wziąć pod uwagę nie tylko liczebność samych karpi w danym akwenie, ale również liczebność pozostałych gatunków będących konkurentami pokarmowymi karpia.

-Z punktu widzenia taktyki nęcenia idealnymi łowiskami są takie w których możemy stwierdzić stopień wyjadania zanęty przez ryby.

-Jeżeli ograniczamy ilość podawanej zanęty, to zróbmy to kosztem kukurydzy i pelletu, a nie kulek.

-Częstokroć kulki proteinowe padają łupem innych ryb niż karpie.

-Jeżeli nie znamy jeszcze dokładnej pory odwiedzania naszego łowiska przez karpie to starajmy się nęcić taką ilością zanęty, by była ona obecna w łowisku przez większą część doby.

-W przypadku głębokich łowisk ograniczmy w składzie zanęty kukurydzę kosztem większej ilości kulek proteinowych i pelletu, unikniemy w ten sposób zaśmiecenia sobie łowiska przez psujące się ziarna.

Trzcina pospolita

Roślina z rodziny traw, źdźbła grube, sztywne dorasta do 4metrów wysokości, liście podłużne twarde, ostre. Jest typową rośliną bagienną i nadwodną, ale jest gatunkiem o szerokim zakresie tolerancji ekologicznej, potrafi rosnąć także na suchym lądzie. Można ją spotkać nie tylko w zbiornikach wodnych i nad ich brzegami, ale także na torfowiskach, na podmokłych łąkach i w różnego rodzaju zaroślach nadrzecznych. Może rosnąć nad brzegami zarówno wód stojących, jak i wolno płynących, na różnych typach podłoży. Jest bardzo żywotna i rozrasta się bardzo szybko, tworząc wielkie przybrzeżne połacie.

Miękka roślinność podwodna

Najbardziej znanymi przedstawicielami tej grupy roślinności są rdestnice, moczarka kanadyjska, wywłócznik kłosowy, rogatek sztywny, jaskier krążkolistny. Nadmierny rozwój tych roślin utrudnia przemieszczanie się ryb, podnosi odczyn wody, uniemożliwia poszukiwanie pokarmu dennego. Z drugiej jednak strony rośliny te poprawiają jakość wody, w której żyją ryby, dostarczając tlen. Są miejscem gdzie życie wodne rozwija się w dużym, trepie. Połacie takiej roślinności podwodnej są częstym schronieniem dla wszystkich wodnych zwierząt i dobrym miejscem połowów.





TAKTYKA SĄDOWANIAtaktyka sądowaniaJeżeli nie mamy możliwości sprawdzenia dna przy pomocy środków pływających stosując stukadełko, echosondy czy kamery podwodnej to nie zostaje nam nic innego jak sprawdzenie, jaka jest głębokość i co leży na dnie z brzegu. Do sondowania z brzegu będzie nam potrzebna wędka, kołowrotek, ciężarek najlepiej z wypustkami i oczywiście marker. Zaczynając od rolki kołowrotka odmierzamy pięćdziesiąt centymetrów i zaznaczamy tą odległość na blanku wędki np. za pomocą czerwonej taśmy. Posłuży nam to do późniejszego określenia głębokości w łowisku. Do ciężarka przywiązujemy około dwadzieścia centymetrów żyłki, natomiast na drugim końcu przywiązujemy krętlik. Przez krętlik przewlekamy żyłkę główną następnie gumowy koralik. Na końcu żyłki głównej przywiązujemy marker. Ciężarek z trokiem bocznym powinien swobodnie przesuwać nam się po żyłce głównej, na której końcu jest marker. W ten sposób powstał nam zestaw do sondowania dna. Wyrzucamy tak skonstruowany marker w interesujące nas miejsce. Marker powinien nam wypłynąć na powierzchnie. Ściągamy delikatnie marker pod wodę aż do momentu, kiedy poczujemy delikatny opór. To znak, że znacznik dotarł na dno do ciężarka i się na nim zatrzymał. Pamiętajmy, aby kij trzymać w miarę nisko tafli wody. Następnie odkręcamy hamulec i wysnuwamy ręką żyłkę do miejsca zaznaczonego na wędce taśmą tak długo, aż na powierzchni pojawi nam się marker. Oczywiście powinniśmy liczyć ile razy wyciągaliśmy żyłkę do znacznika na wędce. W ten sposób otrzymamy głębokość, jaka jest w łowisku. Dla przykładu np. żeby pokazał nam się marker na powierzchni musieliśmy cztery razy wyciągnąć żyłkę ze szpuli. Cztery razy po pięćdziesiąt centymetrów wychodzi nam dwa metry do tego doliczamy dwadzieścia centymetrów troku z ciężarkiem i otrzymujemy dwa metry dwadzieścia centymetrów w danym miejscu. Mierząc w ten sposób i przesuwając, co jakiś czas ciężarek po dnie możemy zbadać całą drogę do nas dowiadując się jak zróżnicowane jest dno i jaką mamy głębokość. Przesuwając ciężarek po dnie starajmy się wyczuć na blanku wędki, co jest na dnie. Wędka świetnie przenosi drgania po swoim blanku. Przy pewnej wprawie możemy dowiedzieć się, co mamy na dnie. Mogą to być kamienie, małże,piasek,muł, zielsko, kołki drewniane i wiele innych przeszkód. Wszystko to jesteśmy w stanie wyczuć przy użyciu wędki nie używając do tego celu nic innego. Trzeba tylko dojść do wprawy.

Gdy już skompletujemy sprzęt, poznamy podstawowe zestawy i przypony, poznamy zasady wyboru łowiska najwyższy czas by zacząć łowić. Nie ma łowienia bez nęcenia, ta maksyma nader trafnie oddaje sens i znaczenie nęcenia w wędkarstwie karpiowym. Jednak, aby było ono skuteczne, musi być przemyślane. W pierwszej kolejności musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, jaki cel ma nęcenie? Przede wszystkim zwabić karpie w łowisko, ale także zachęcić do żerowania, a także zatrzymać w łowisku, nie przekarmiając ich przy tym. Pod uwagę musimy wziąć porę roku, to czy łowisko będzie nęcone regularnie, czy tylko w trakcie zasiadki oraz jak długo zasiadka będzie trwać. Nie możemy zapomnieć także o niepożądanych konkurentach w łowisku, czyli przede wszystkim leszczach, karasiach i linach. Czasem mogą to być klenie, jazie i płotki.Jako że za oknami zima i pełni nadziei czekamy na wiosnę, w tym artykule skupię się na moich wiosennych sposobach na zwabienie i utrzymanie cyprinusów w łowisku. Wiosną preferuję krótkie zasiadki od kilku godzinnych, w słoneczne, wczesnowiosenne popołudnia, poprzez całodniowe posiedzenia do weekendowych zasiadek w pełni i u schyłku wiosennego sezonu. Każda z tych zasiadek wymaga odrębnego podejścia do tematu.
W pierwszym wypadku musimy szybko zwabić karpie w łowisko i utrzymać je kilka godzin, nie przekarmiając ich. Moim zdaniem najlepiej zadanie to spełni sypka zanęta, wzbogacona konopiami, mikropelletem, konserwowa kukurydzą, pokruszonymi kulkami i białymi robakami. Wiem, że w tym momencie narażę się sporej grupie karpiarzy, którzy takiej zanęty i przynęty nie tolerują, ale ja nie mam, co do białych obiekcji, a ich dodanie do zanęty potrafi rozruszać najbardziej leniwe cyprinusy (nie tylko wiosną). Jeśli chodzi o samą mieszankę sypką to może to być zarówno profesjonalna mieszanka karpiowa renomowanej firmy, jak i odpowiednio przygotowana tania baza zanętowa. Co znaczy odpowiednio przygotowana? Przede wszystkim odpowiednio doklejona i wzbogacona składnikami poprawiającymi jej pracę. Możemy to uzyskać dodając do taniej bazy kleju do zanęt
(PV-1, bentonit do nawilżonych już mieszanek) oraz składników pracujących, czyli prażonych i mielonych nasion roślin oleistych (konopie, słonecznik, len). Skuteczność zanęty na pewno podniesie dodanie grubego TTX (makuch kukurydziany) jak i wzmacniacza smaku, stymulatora apetytu i betainy. Także dodatek mączki rybnej lub mielonego pelletu raczej pomoże, niż zaszkodzi. No i oczywiście aromat. Preferuję boostery, których dodaje tuż przed lepieniem kul. Resztę składników mieszam dokładnie na sucho i nawilżam kilka godzin przed łowieniem. Dopiero na łowisku dodaje ziarna (kuku, konopie) i robale. Na jedną popołudniową sesję przygotowywuję ok. 2kg. zanęty sypkiej, wzbogaconej puszka kukurydzy i ok. kilogramem mieszanki konopi i mikro pelletu (zazwyczaj 2/1, zamiast mikro pelletu można użyć pokruszonego pelletu). Do tego jeszcze 50-60 pokruszonych kulek i zanęta gotowa. W tym miejscu drobna uwaga - warto mieć w zapasie paczkę (ok. 0,5kg.) płatków owsianych, ponieważ nawilżona zanęta, po dodaniu ziaren może okazać się za mokra lub za słabo sklejona. Dodanie płatków owsianych rozwiązuje oba problemy.
http://img151.imageshack.us/img151/3746/47763334.jpg
http://img339.imageshack.us/img339/4081/20347146.jpg
http://img263.imageshack.us/img263/4931/59417363.jpg
Łowisko nęcę wrzucając ok. 70-80% przygotowanej zanęty, kładąc ją w polu o powierzchni ok. 2-4 metry kwadratowe. Im rozleglejsze łowisko, tym szerzej. Pozostałą część zanęty dopalam jeszcze boosterem i używam jej do nabijania koszyków do tzw. metody.
Zarówno zanętę do metody, jak i sypką bazę możemy zastąpić pastą pelletową, wzbogaconą jw.
Zestawy, jakich używam, to zazwyczaj zestawy przelotowe z koszykiem, zbudowane na bazie lead core'u lub z tradycyjnym, raczej bocznym, ciężarkiem. W tym ostatnim przypadku używam skarpet (siatka PVA) wypełnionych drobnym pelletem lub rozdrobnionymi kulkami, dopalone boosterem. Przynęty to raczej mniejsze rozmiary kulek (zazwyczaj 16mm), kukurydza (2-3 ziarna, często z pianka pływającą), pellet (chunks z dziurką) no i białe (na D-rig'u, lub magot clipsie). Przypony wykonuję z miękkiej plecionki, fluorocarbonu, mixu poprzednich i plecionki w otulinie. Haki mają rozmiar 4-6, dł. przyponu to ok. 5cm. przy metodzie i 12-18 przy zestawach z ciężarkiem.
Gdy robi się cieplej, dni są dłuższe lub, gdy pierwsze, krótkie zasiadki przynoszą zamierzone efekty, siadam na cały dzień. W tym przypadku sposób nęcenia różni się od poprzedniego, zarówno pod względem ilości, jak i użytej zanęty. Na łowisku melduję się skoro świt (lub nawet wcześniej) i siedzę do zmroku (czasem godzinkę więcej). Dlatego rezygnuje (zazwyczaj) z zanęty sypkiej a bazę zanętową stanowią konopie (ok. 60-70%), drobny pellet (20-30%) i niewielka ilość pokruszonych kulek. Do tego kulki i grubszy pellet, podawane przy pomocy materiałów PVA, razem z zestawem. Konopie, podobnie jak zanętę sypką rozsiewam na dość sporym obszarze (2-5 m. kw), gdy w łowisku nie przeszkadza białoryb, lub jest go niewiele przygotowuję ok. 1-1,5kg konopi, kilka garści drobnego pelletu i garstkę pokruszonych kulasów. Całą zanętę podaję przed łowieniem, donęcając tylko "skarpetami" na zestawie lub metodą, nabitą pastą pelletową. Konopie, jak i mikro pellet, to stosunkowo lekkie zanęty i podanie ich na większą odległość stanowić może nie lada problem. Jeśli planowane łowisko znajduje się niedaleko brzegu, ale w raczej sporej odległości od stanowiska (np. pod drugim brzegiem, lub kilkadziesiąt metrów w bok od stanowiska), podanie ziaren i mikro pelletu procą nie powinno być problemem. W przypadku, gdy łowimy na śródjeziornych wypłyceniach itp. miejscach, pozostaje nam wywiezienie zanęty pontonem lub podanie jej rakietą (spod). Gdy nie mamy możliwości podania zanęty ww. sposobami pozostaje jedynie sklejenie ziaren zanęta sypką, co niestety znacznie podniesie koszt takiej sesji. A to, dlatego że potrzebna będzie ilość zanęty, co najmniej dwukrotnie większa, jak w pierwszym wypadku.
http://img411.imageshack.us/img411/1937/64457663.jpg
http://img12.imageshack.us/img12/621/55155690.jpg
http://img180.imageshack.us/img180/3353/63211826.jpg
Wielu karpiarzy zastępuje sporą część konopi, lub nawet rezygnuje z nich na rzecz drobnego pelletu. Ja jednak uważam, że konopie utrzymają karpie dużo dłużej od mikro pelletu, w łowisku, ponieważ drobny pellet w krótkim czasie zmienia się w chmurkę zapachową, drażniącą karpie, ale niepozwalającą się zjeść. Natomiast konopie są konkretniejszym kąskiem, jednak ze względu na swoje gabaryty i to, że są rozsiane na sporym obszarze, zmuszają cyprinuski do nieustannego zbierania ziaren, a grubsze frakcje zanęty, znajdujące się tuz przy zestawie (grubszy pellet, pokruszone kulki podane w PVA i oczywiście przynęta) są wyjadane przez nie jak rodzynki z ciasta.
Zestawy i przypony stosuje takie same, jak w poprzednim przypadku.
Na dłuższe, weekendowe zasiadki wybieram się zachęcony wynikami jednodniowych wypadów, pod warunkiem, że pogoda nie płata żadnych figli. Co to znaczy? A no ustabilizowaną i ciepłą aurę, w tygodniu poprzedzającym weekend przeznaczony na zasiadkę, no i pomyślne prognozy na takowy. Schemat nęcenia, jaki zazwyczaj stosuje jest podobny do tego z jednodniowej zasiadki i przynajmniej w pierwszy dzień nie różni się w ogóle. Jeśli takie nęcenie przyniesie pozytywne rezultaty, (czyli brania) wieczorem lub nocą pierwszego dnia, to następnego ranka zmieniam nieco taktykę. Zmiany te polegają na zastąpieniu przynajmniej połowy konopi grubszymi ziarnami (kukurydza, groch itp.) oraz zwiększeniu ilości grubego pelletu i całych kulek, aż do całkowitego przejścia z ziaren na gruby pellet i kulki.
Wyjątkiem jest sytuacja, gdy po kilku jednodniowych zasiadkach, w tygodniu poprzedzającym weekend przeznaczony na dłuższe posiedzenie, jestem pewien, że cyprinuski odwiedzają przyszłe łowisko i smakuje im podawana zanęta. W takim wypadku, podczas weekendowej zasiadki nęcę tylko grubym pelletem i kulkami (całe i pokruszone), co najwyżej podając drobny, szybko rozpuszczalny pellet w "skarpecie" razem z zestawem.

MATERJAŁ SKOPIOWANY ZE STRONY .carppassion

Offline

 
head>

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
www.historia.pun.pl www.pracawniemczech.pun.pl bardo wysoki kamie żółw wodny www.nuclear.pun.pl